Ostatnie dni długiego weekendu to dla PG Racing jakieś 24 godziny w samochodzie, 1500km na trasie, trzy wyścigi i połowiczna radość. Ale od początku.
Ruszyliśmy z Górek Zachodnich, gdzie w tym roku mamy swoją bazę treningową, naszym turbo busem z lekko zmodyfikowana przyczepą w porównaniu z zeszłym sezonem. Nadal wozimy dwie łódki jedną nad drugą, i nadal ludzie dziwnie się patrzą na tą dziwną konstrukcje. Ale jeździ, a co ważniejsze dojeżdża do celu. Pierwszy raz zmierzaliśmy do Znamirowic, nie obyło się więc jazdy na GPS, a ten jak to ma w zwyczaju lubi robić ludzi w balona. I dlatego też ostatnie kilometry przejechaliśmy po ścieżkach a nie drogach. Port nie za duży, pełen omeg, ale i dla swoich statków znaleźliśmy miejsce. Szybkie rozpakowanie, i kilka szant na dobranoc. Ci co byli na regatach omegi, wiedza jak to wygląda, scenariusz zawsze podobny…. klasa omega najlepsza klasa jest… i zawsze dużo osób się dobrze bawi.
Sobota, przywitała nas piękną „Lampą„. Rozpoczęcie regat, niby standardowe, ale a tu bandery iść do góry nie chciały a tu pan skończyć mówić nie chciał, wszystko jakby chciało powiedzieć posiedźcie jeszcze na brzegu bo wiatru brak. No to poczekaliśmy do 13 gdy rozwiać się nie rozwiało, ale 2m/s były, czasem. Wyścigi. Pierwszy, start, My startujemy pierwsi od boi czysto, dużo miejsca na pełnym gazie, Tymon gdzieś się zawieruszył bliżej komisji. Dojeżdżamy do zmiany z lewej strony, zwrot, 40 metrów przewagi na górnej boi. Tymkowa ekipa daleko. Ale do czasu, po odpaleniu spinakera mija kolejnych rywali jak Schumacher w swoich najlepszych czasach. Na trojce jest już drugi tuż za Nami. Na halsówce Tymek jedzie w lewo my pilnujemy środka, zmianka zwrot, zmianka zwrot i na górze nadal z przodu. Prowadzenia nie oddajemy do mety. Tymon jeszcze na ostatniej halsówce traci miejsce na rzecz Wojtka ze SR.
Drugi wyścig, to trochę jakby, kurczę, no właśnie co? Gdy wszyscy wystartowali, wiatr zdechł do zera, gdy ktoś krzyknął że wiatru nie ma, z komisji odpowiedź była: zaraz przyjdzie, i rzeczywiście przyszedł. My jako pierwsi doczłapaliśmy się do szkwału i odjechaliśmy konkurencji. Spokojna kontrola, i druga jedynka. Tymek kończy 9.
Trzeci wyścig, to ponowny start bliżej lewej strony, tym razem wiatru trochę więcej, kilka zwrotów zaraz po starcie, znów mocno w lewo do szkwału do zmiany i na gore wjeżdżamy na drugiej pozycji za byłą ekipą Politechniki Alkiem F. Na każdym boku walczymy burta w burtę, na ostatniej halsówce wskakujemy na prowadzenie, ale zbyt wczesny zwrot i przegrywamy o milimetry.
Potem decyzja sędziny regat o zaprzestaniu rywalizacji, była godzina 16. wiatru nareszcie trochę było, ale wyścigów już nie. Spokojnie powinno się rozegrać jeszcze dwa wyścigi. Nie po to człowiek jedzie na drugi koniec polski żeby na brzegu siedzieć. A skoro już brzeg to… klasa omega najlepszą klasą jest… i znów wszyscy szczęśliwi.
Niedziela,wczesna pobudka i na wodę, zgodnie z prognozą o 9 wiatr był i miał siadać, i tak tez się stało, dlatego udało nam się przez godzinę potrenować, gdy inni jeszcze w porcie siedzieli, gdy zaczęli wychodzić na wodę wiatr ustał i zamiast się ścigać zaczęliśmy się smarować kremami do opalania.
zobacz teżWyniki Struga Cup 2012
Zakończenie. Szybko sprawnie, każdy dostał napój na drogę więc po raz kolejny lud się radował. My wygrywamy, jesteśmy zadowoleni, debiut w sporcie udany. Oby tak zawsze. Tymon z siódmego miejsca zadowolony być nie może, ale na pewno nie powiedział ostatniego słowa i w Pszczynie znów będzie groźny.
Na koniec wielkie podziękowania dla ekipy AQUA DUO za możliwość zostawienia sprzętu u nich w klubie w Dąbrowie Górniczej.